2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec


"i wtedy przyszedł maj..."
maju maj
zieleń cieszy oczy. deszcz uspokaja.
próbuję być ponad to, co do niedawna powodowało zamęt w sercu. być ponad własne słabości i niepewności. być ponad złudzeniami. nie balansować na krawędzi, a stąpać pewnie po ziemi. daję radę by milczeć i trzymać się z daleka od tego, co powinno ogasnąć, odejść, stać się wspomnieniem. a od powiewów tęsknoty, która czasem delikatnie muska, a czasem przejeżdża przeze mnie jak buldożer, odwracam się na pięcie. nie bezboleśnie, nie. aż tak silna nie jestem.
niemniej tegoroczny maj to wewnętrzne układanie siebie samej. to pogodzenie.
między porankami a nocami dni wypełnione po brzegi. wiele jest powodów do uśmiechu i chwil, kiedy po prostu jest dobrze. drobiazgi i sprawy ważne przeplatają się wzajemnie tworząc mozaikę pozytywnych emocji. szczere rozmowy z dziesięcioletnią córką tuż przed snem, spacery z synem, upojne poranki z mężem,wieczorne mruczanki kota, koncertujące o czwartej nad ranem ptaki za oknem, kolejne nowe zlecenia, telefoniczne rozmowy z przyjaciółką, dyskusje przy kawie z kuzynką, setki esemesów z M. o wszystkim i niczym, róże od podopiecznego, kwitnące truskawki na balkonie, prezent i bzy "dla stałej klientki" od J., zatroskany o mnie psychiatra, codzienne rowerowe wojaże...  
tak, jest dobrze... i nie ma w tym cienia kłamstwa ani udawania. jest dobrze. jest tak, jak powinno być. jak chcę by było.

ann-ka
2012-05-18
skomentuj (0)
"pośród wielu dat, pośród wielu ważnych spraw "
dwudziesta druga. codzienny rytuał - wieczorne latte.
po kilku dniach intensywnej pracy, biegania, rozmów, pisania sprawozdań, czuję się przyjemnie zmęczona. nowy etap w życiu zaczęłam uwijając się jak pszczółka, chociaż ze świadomością, że nowe zajęcie przypomina bardziej wolontariat niż pracę, z której będą pieniądze. ale i tak cieszy.
kilka dni wstecz, kiedy przemierzałam miasto na rowerze, dostrzegłam w oddali znajomą twarz schowaną za ciemnymi okularami. twarz skierowaną w moją stronę. a ja? jak nigdy wcześniej odwróciłam głowę udając, że nie widzę. była w tym i premedytacja, i złość. podczas ostatniej rozmowy ukłuło mnie kilka zdań, kilka słów, zmusiło do zweryfikowania tego, co było, co jest. sama nie wiem - chciałam dokuczyć? ukarać? i jaki to miało sens?
może właśnie z tego powodu, zamiast szkieł korekcyjnych zakładam ostatnio przeciwsłoneczne -
czuję się w nich jak małe dziecko, które zasłaniając rękami twarz myśli, że nikt go nie widzi. to nic, że to złudzenie, ale przecież chodzi mi tylko o to, by nie zauważać i dać sobie szansę na emocjonalny spokój.
spokoju jednak nie zaznaję w snach - choćby w tym z minionej nocy, kiedy nie zważając na zagrożenie, broniłam męża przed Cyganami naciągającymi go na wróżenie. krzyczałam posługując się rynsztokowym językiem, byłam agresywna. nie bałam się otaczających go mężczyzn, za wszelką cenę chcąc uratować go przed oszustwem i kradzieżą. był w szoku widząc mnie taką, ale chyba mu się podobało, bo czym prędzej  zaciągnął
mnie do łóżka. obudziłam się rozbawiona i podniecona. tymczasem mąż całkiem realnie gładził mnie po plecach, za oknem szczebiotały ptaki, a kot pomrukiwał tuż przy uchu. była czwarta nad ranem.


ann-ka
2012-05-04
skomentuj (0)


hmm...

"Kładę się z gorączką i leżę w gorączce. Potem wstaję z gorączką. Z gorączką chodzę po mieście. Gubię myśli w gorączce. Mówię w gorączce mnóstwo rzeczy nie związanych"
(Robert Stiller)


....
skafander-i-hiena
tylko dobre chwile
tanya
promyczkowo
porta celeste